Gra w butelkę

 Od stycznia nad siedleckim Polmosem wisiało widmo upadku. Takie konsekwencje mogła mieć decyzja Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, zmierzająca do wyeliminowania z rynku wódki Chopin.

Dwa tygodnie temu Narodowy Instytut Fryderyka Chopina wycofał wnioski o unieważnienie rejestracji wódki Chopin złożone na początku 2003 r. roku w Urzędzie Patentowym. Po miesiącach niepewności o los siedleckiego Polmosu, producenta Chopina, jego właściciel, załoga oraz dostawcy mogą odetchnąć z ulgą. Kto i dlaczego zagroził sztandarowemu produktowi Podlaskiej Wytwórni Wódek Polmos w Siedlcach?

Uwaga, ustawa!

Ustawa o ochronie dziedzictwa Fryderyka Chopina obowiązuje od wiosny 2001 r. Stanowi ona między innymi, iż nazwisko Fryderyka Chopina oraz jego wizerunek są chronione na zasadach dotyczących dóbr osobistych. Z dóbr tych nie należy korzystać w sposób przynoszący ujmę kompozytorowi. Dotyczy to także znaków towarowych, wykorzystujących nazwisko lub podobiznę Fryderyka Chopina – również tych, które były używane w dniu wejścia ustawy w życie. Już wiosną 2001 r. pojawiły się obawy, że ustawa może zagrozić markowemu produktowi siedleckiego Polmosu. Ówczesny prezes firmy, Waldemar Durakiewicz wierzył w rozsądek ministerialnych urzędników i nowo powołanego Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Trzeba być dobrej myśli. Chyba nie wszyscy zgłupieli mówił. Początkowo wydawało się, że ma rację. Decyzje dotyczące Chopina uzgadniano na najwyższym szczeblu. Minister skarbu, przygotowujący prywatyzację Polmosu, występował w tej sprawie do ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Ten zaś uznał, że ze względu na prywatyzację, w której znak towarowy Chopin ma kluczowe znaczenie, nie będzie domagał się od firmy żadnego zadośćuczynienia. Sprawa wyglądała na zamkniętą.

Kupują

W styczniu 2003 r. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina złożył w Urzędzie Patentowym wnioski o unieważnienie rejestracji marki Chopin. Prywatyzacja siedleckiego Polmosu właśnie dobiegała końca. Transakcję sfinalizowano 30 stycznia. – O tym, że Narodowy Instytut Fryderyka Chopina złożył wniosek o unieważnienie rejestracji marki, dowiedziałem się krótko po prywatyzacji. Początkowo przyjąłem to z powątpiewaniem, nie wierzyłem, że coś takiego w ogóle jest możliwe wspomina Tadeusz Dorda, prezes Polmosu Siedlce i właściciel amerykańskiej spółki Peacock Corporation, inwestora Polmosu.

Gdzieś utknęło

W lutym 2003 r. prezes Tadeusz Dorda spotkał się z ministrem kultury Waldemarem Dąbrowskim. (Właśnie temu ministrowi podlega bowiem Narodowy Instytut Fryderyka Chopina). – Uzyskałem zapewnienie, że sprawa zostanie załatwiona po naszej myśli mówi prezes Dorda. Dogadaniem szczegółów mieli zająć się prawnicy i urzędnicy. Mijały jednak kolejne tygodnie i miesiące, a decyzja gdzieś ugrzęzła. A to kogoś nie było, a to ktoś nie oddzwonił… Wydarzenia nabrały tempa dopiero w listopadzie br., gdy Puls Biznesu w artykule Chopin nabity w butelkę alarmował, że z powodu wniosku o unieważnienie rejestracji marki wódki Chopin, Polmosowi Siedlce może grozić likwidacja. Wkrótce potem dyrektor NIFC, Grzegorz Michalski, powiadomił Polmos, że wycofał wnioski.

Kłody pod nogi

Zdaniem prezesa Tadeusza Dordy, sprawa Chopina świadczy o podejściu państwowych urzędników do biznesu. Z jednej strony urzędnicy przyznają prestiżowe nagrody za osiągnięcia w eksporcie, z drugiej – rzucają przedsiębiorcom kłody pod nogi. Tadeusza Dordę irytuje także fakt, iż prezes NIFC domaga się od Polmosu deklaracji utrzymania luksusowego, elitarnego charakteru wódki Chopin oraz ochrony imienia Fryderyka Chopina na rynkach międzynarodowych. To przecież my budowaliśmy siłę tej marki. To najdroższy alkohol w Polsce mówi prezes. Nie wyobraża sobie również, w jaki sposób jego firma miałaby dbać o to, by nazwisko Chopina nie było nadużywane za granicą: To przecież nie jest nasza rola uważa prezes.

Wymagają i zwalniają

Jak mówi prezes Dorda, złożenie przez NJFC wniosku o unieważnienie rejestracji marki Chopin ma też inne konsekwencje. W umowie sprzedaży firmy zawarto zastrzeżenie, iż w przypadku, gdy jakikolwiek organ państwowy wystąpi z wnioskiem o unieważnienie marki, dystrybutor Chopina, zostaje zwolniony z obowiązku wydania 48 milionów złotych na promocję marki. – To zobowiązanie już nie ciąży na dystrybutorze. Choć, oczywiście, i tak wydajemy pieniądze na promocję mówi prezes.

Siła marki

Co stałoby się, gdyby NIFC osiągnął swój cel i wódka Chopin została wyeliminowana z rynku? Przede wszystkim siedlecki zakład najprawdopodobniej zostałby zam-knięty. Bez swego sztandarowego znaku, firma nie byłaby wiele warta. Oprócz pracowników Polmosu, straciliby rolnicy podsiedleckich wsi, od których firma kupuje ziemniaki i żyto tylko w tym roku było to ok. 3,5 tys. ton. Wódkę Chopin można byłoby kupić, tyle że tylko… za granicą. Produkcja przeniosłaby się do innego kraju. Marka Chopin jest zbyt cenna, by można było zaprzepaścić dorobek tylu lat. – Osobiście nie zainteresowałbym się tym zakładem, gdyby nie produkowano tu wódki Chopin mówi prezes Tadeusz Dorda. Jego zdaniem, chociaż Chopin jest obecny na rynku stosunkowo krótko, bo dopiero od dziesięciu lat, ma już bardzo dobrą pozycję. – Siłę takiej marki buduje się przez pokolenia. To trwa bardzo długo i wymaga konsekwencji. Chcemy, by była to najbardziej prestiżowa, globalna marka. Podkreślamy, że to polski produkt i że produkuje się ją właśnie w Siedlcach dodaje prezes.

Dariusz Kuziak